PRZYJAŹŃ POLSKO-ROSYJSKA     ПОЛЬСКО-РОССИЙСКАЯ ДРУЖБА

Kategorie sekcji

POLSKA [58]
POLSKA
ROSJA [10]
ROSJA
ŚWIAT [48]
ŚWIAT
HISTORIA [8]
HISTORIA

Statystyki


Ogółem online: 4
Gości: 4
Użytkowników: 0
Flag Counter



    poprzez system PayPal:
  przekaż darowiznę

      
                               
Główna » 2026 » Październik » 23 » Jalta 2 0 Troje ludzi przy stole - i osiem miliardów za drzwiami
12:05
Jalta 2 0 Troje ludzi przy stole - i osiem miliardów za drzwiami
Czy świat może znowu stać się przedmiotem transakcji kilku mocarstw? Od Jalty 1945 roku po rozmowy o spotkaniu Trumpa, Putina i Xi Jinpinga - refleksja nad granicami władzy, ceną dyplomacji i prawem narodów do określania własnej przyszłości.<h2 class="ql-align-justify"><img src="https://zrekbnlccsfkrvxfdews.supabase.co/storage/v1/object/public/article-images/articles/1792692134924-79781364-ecb0-4580-8410-ad5c99ba84fd.png"></h2><h2 class="ql-align-justify"><br></h2><h2 class="ql-align-justify">Zdjęcie, które historia nie puszcza</h2><p class="ql-align-justify">Są zdjęcia, które z czasem przestają być tylko zdjęciami. Przemieniają się w symbole epoki, w swoiste historyczne hieroglify. Wystarczy jedno spojrzenie, aby za obrazem kilku ludzi pojawiły się całe dekady wojen, nadziei, decyzji politycznych, ludzkich tragedii i niespełnionych obietnic.</p><p class="ql-align-justify">Jedno z takich zdjęć zostało zrobione w lutym 1945 roku w Jałcie.</p><p class="ql-align-justify">Trzech mężczyzn siedzi w fotelach. Z lewej — Józef Stalin, w centrum — Franklin Delano Roosevelt, z prawej — Winston Churchill. Nie pozują na tle wojsk, nie wygłaszają płomiennych mów, nie demonstrują broni. Przed nami prawie codzienna scena: trzej przywódcy państw, między którymi istnieją niezwykle złożone relacje, na kilka chwil zatrzymali się przed obiektywem.</p><p class="ql-align-justify">Jednak ta zewnętrzna codzienność jest zwodnicza.</p><p class="ql-align-justify">Wojna jeszcze trwała. Niemcy jeszcze nie kapitulowali. Na Pacyfiku trwały walki z Japonią. Miliony ludzi jeszcze nie wróciły z frontów, miliony już nigdy nie wrócą. Europa leżała w ruinach, a przyszłość wielu państw pozostawała niepewna.</p><p class="ql-align-justify">I właśnie w tym momencie trzech mężczyzn dyskutowało nie tylko o zakończeniu wojny, ale i o kształcie powojennego świata.</p><p class="ql-align-justify"><strong>W pewnym sensie to zdjęcie stało się obrazem samej idei wielkiej polityki: nieliczni podejmują decyzje, których skutki odczuwają wielu.</strong></p><p class="ql-align-justify">Minęło osiemdziesiąt jeden lat.</p> <p class="ql-align-justify">Zniknął Związek Radziecki. Imperium Brytyjskie utraciło swoje dotychczasowe miejsce na świecie. Stany Zjednoczone przeszły przez okres bezprecedensowego globalnego wpływu, a następnie zmierzyły się z rosnącą konkurencją. Chiny stały się jedną z największych potęg gospodarczych i technologicznych na świecie.</p><p class="ql-align-justify">Zmieniło się praktycznie wszystko: granice, armie, technologie, środki komunikacji, światowa gospodarka, nawet wyobrażenia o tym, co jest dopuszczalne w stosunkach międzynarodowych.</p><p class="ql-align-justify">Ale w niezwykły sposób sama fotografia pozostaje aktualna.</p><p class="ql-align-justify">Wystarczy w myślach zastąpić Stalina Xi Jinpingiem, Roosevelta Donaldem Trumpem, Churchilla Władimirem Putinem — a przed nami pojawia się już nie dokument historyczny, lecz polityczna alegoria współczesności.</p><p class="ql-align-justify">Troje ludzi. Trzy fotele. Trzy państwa dysponujące ogromną siłą militarną, polityczną i gospodarczą.</p><p class="ql-align-justify">I wciąż to samo niewidoczne pytanie, które leży poza kadrem:</p><blockquote class="ql-align-justify"><strong>A gdzie w tym obrazie pozostali ośmi miliardów mieszkańców Ziemi?</strong></blockquote><h3 class="ql-align-justify">Kiedy nagłówek prasowy staje się pytaniem historycznym</h3><p class="ql-align-justify">19 października 2026 roku amerykańska gazeta <em>New York Post</em> opublikowała materiał na temat domniemanego zamiaru Władimira Putina zorganizowania trójstronnego spotkania z Donaldem Trumpem i Xi Jinpingiem. Redakcja porównała możliwy szczyt do konferencji jałtańskiej z 1945 roku i perspektywy nowego określenia stref wpływów.</p><p class="ql-align-justify">Sama wiadomość nie oznacza, że te trzy mocarstwa już ustaliły nowy porządek światowy. Co więcej, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow potwierdził, że omawiano hipotetyczne spotkanie, ale stwierdził, że nie ma konkretnych ustaleń dotyczących jego przeprowadzenia i porządku obrad.</p> <p class="ql-align-justify">Innymi słowy, między rzeczywistą inicjatywą dyplomatyczną a wizerunkiem nowej Jałty wciąż istnieje znaczna odległość.</p><p class="ql-align-justify">Jednak bardziej zainteresowało mnie nie tyle wiadomość o możliwym spotkaniu, co historyczna analogia, która natychmiast się wokół niej pojawiła.</p><p class="ql-align-justify">Dlaczego właśnie Jałta?</p><p class="ql-align-justify">Dlaczego nie kolejny szczyt G20? Nie posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ? Nie międzynarodowa konferencja pokojowa z udziałem zainteresowanych państw?</p><p class="ql-align-justify">Dlaczego w politycznej wyobraźni znów powraca obraz, na którym troje siedzi w fotelach, a świat jakby czeka na ich decyzje?</p><p class="ql-align-justify">Może dlatego, że przez osiem dziesięcioleci ludzkość nie rozwiązała fundamentalnego sprzeczności między równością państw w prawie międzynarodowym a ich oczywistą nierównością w rzeczywistej polityce.</p><p class="ql-align-justify">W dokumentach Organizacji Narodów Zjednoczonych państwa są suwerennie równe. W rzeczywistości ich możliwości są nieporównywalne. Niektóre dysponują bronią nuklearną, globalnymi systemami finansowymi, platformami technologicznymi i sojuszami wojskowymi. Inne muszą szukać gwarancji bezpieczeństwa, pomocy ekonomicznej lub po prostu możliwości zachowania niezależności.</p><p class="ql-align-justify">Niektóre mają zdolność wpływania na wydarzenia tysiące kilometrów od własnych granic. Inne ledwie mogą zapewnić bezpieczeństwo ludziom na swoim terytorium.</p><p class="ql-align-justify">Jednak pojawia się pytanie: <strong>czy przewaga w sile zamienia się w prawo decydowania za innych?</strong></p><p class="ql-align-justify">To nie jest bezcelowe filozoficzne rozważanie. Od odpowiedzi zależy, jaki będzie świat: system niezależnych państw, które dogadują się na podstawie prawa, czy zbiór terytoriów podzielonych między centra władzy.</p><h3 class="ql-align-justify">Historyczna analogia, która wymaga ostrożności</h3> <p class="ql-align-justify">Byłoby błędem twierdzić, że w lutym 1945 roku Stalin, Roosevelt i Churchill po prostu rozłożyli przed sobą mapę geograficzną i według własnego uznania podzielili planetę.</p><p class="ql-align-justify">Konferencja jałtańska miała miejsce w bardzo określonych okolicznościach historycznych. Trzy państwa były sojusznikami w wojnie przeciwko nazistowskim Niemcom. Ich przywódcy omawiali okupację i przyszłość Niemiec, sytuację Polski, ustrój polityczny wyzwolonej Europy, stworzenie Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz udział ZSRR w wojnie przeciwko Japonii.</p><p class="ql-align-justify">Część decyzji została utrwalona w dokumentach. Inna część przyszłego europejskiego porządku kształtowała się później — pod wpływem obecności wojskowej, sprzeczności między byłymi sojusznikami i rozpoczętej zimnej wojny.</p><p class="ql-align-justify">Dlatego powszechnie przyjęta formuła „w Jałcie podzielili świat” jest historycznie zbyt uproszczona.</p><p class="ql-align-justify">A jednak powstała nieprzypadkowo.</p><p class="ql-align-justify">Ponieważ prawdziwe znaczenie Jałty określa nie tylko teksty porozumień, ale także to, co wydarzyło się po niej. Dla wielu europejskich narodów powojenne dekady okazały się czasem ograniczonego suwerenności, zewnętrznego wpływu politycznego i istnienia po różnych stronach żelaznej kurtyny.</p><p class="ql-align-justify">Jałta stała się symbolem nie tylko dyplomacji zwycięzców, ale także tragicznego rozdzielenia między ogłoszonym prawem narodów do wyboru własnego losu a rzeczywistym ustrojem systemu międzynarodowego.</p><p class="ql-align-justify">Oto dlaczego próba przeniesienia tego historycznego modelu do XXI wieku budzi tak sprzeczne uczucia.</p><p class="ql-align-justify">Z jednej strony, bezpośrednia rozmowa największych potęg może zmniejszyć niebezpieczeństwo wojennego zderzenia. A w świecie, w którym istnieją tysiące głowic jądrowych, taka możliwość sama w sobie jest niezwykle ważna.</p> <p class="ql-align-justify">Z drugiej strony, zgoda interesów najsilniejszych niekoniecznie oznacza zapewnienie sprawiedliwości dla wszystkich pozostałych.</p><p class="ql-align-justify">I tutaj dochodzimy do centralnego paradoksu naszego czasu.</p><p class="ql-align-justify"><strong>Ludzkości pilnie potrzebne są porozumienia między wielkimi mocarstwami. Ale ludzkość nie powinna stawać się przedmiotem tych porozumień.</strong></p><p class="ql-align-justify">Różnica między dwoma stwierdzeniami wydaje się niewielka tylko dopóki los własnego kraju, własnego domu i własnej rodziny nie staje się przedmiotem cudzych negocjacji.</p><p class="ql-align-justify">To właśnie o tej różnicy chciałbym pomyśleć.</p><p class="ql-align-justify">Nie o tym, który z trzech polityków jest sprytniejszy, bardziej zdecydowany lub ma więcej szczęścia. Nie o tym, kto zdobędzie kolejne punkty dyplomatyczne. I nawet nie tylko o losie Ukrainy, chociaż obecna wojna czyni to pytanie szczególnie ostrym.</p><p class="ql-align-justify">Chodzi o znacznie więcej.</p><p class="ql-align-justify">O to, czy można zatrzymać wojny, nie ustalając zasad, z których rodzą się nowe wojny. Czy można uznawać obiektywną siłę państw, nie uznając za nimi bezwarunkowego prawa do dysponowania innymi narodami. I czy w ogóle istnieje droga do bezpieczeństwa międzynarodowego, która nie wymagałaby od słabszych opłacania spokoju silniejszych.</p><p class="ql-align-justify">Aby spróbować odpowiedzieć, warto przede wszystkim wrócić do lutego 1945 roku.</p><p class="ql-align-justify">I spojrzeć na Jałtę bez romantycznej mgły, ale i bez wygodnych historycznych karykatur.</p><p class="ql-align-justify">Ponieważ zanim zaczniemy dyskutować o możliwości nowej Jałty, musimy zrozumieć, czym w rzeczywistości była pierwsza.</p><h2 class="ql-align-justify">Jałta 1945 roku: porozumienie zwycięzców czy początek nowego podziału świata?</h2> <p class="ql-align-justify">Historia ma jedną zdumiewającą cechę: im dalej od nas wydarzenie, tym prostsze się wydaje. Dekady stopniowo zacierają wątpliwości, sprzeczności i niepewność, z którymi żyli jego bezpośredni uczestnicy. W miejscu skomplikowanego splątania okoliczności powstaje jasny, niemal geometryczny schemat.</p><p class="ql-align-justify">Tak stało się i z Jałtą.</p><p class="ql-align-justify">Dziś często mówi się: Stalin, Roosevelt i Churchill spotkali się na Krymie, podzielili Europę na strefy wpływów, a następnie nastała zimna wojna.</p><p class="ql-align-justify">Wygodna formuła. Ale historia rzadko bywa tak prosta.</p><p class="ql-align-justify">W lutym 1945 roku nikt z uczestników konferencji nie wiedział, jaki będzie świat za pięć lat. Nie było jeszcze ani NATO, ani Układu Warszawskiego. Nie istniała Mur Berliński. Jeszcze nie padły słynne słowa Churchilla w Fulton o żelaznej kurtynie. A Stany Zjednoczone jeszcze nie przetestowały pierwszej broni atomowej.</p><p class="ql-align-justify">Trzy mocarstwa były sojusznikami. Ich armie nadal walczyły przeciw wspólnemu wrogowi. Zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami stawało się nieuniknione, ale jego ostateczna cena wciąż pozostawała nieznana.</p><p class="ql-align-justify">W tym czasie przy stole negocjacyjnym siedzieli ludzie, których wyobrażenia o przyszłym świecie diametralnie się różniły.</p><h3 class="ql-align-justify">Trzej sojusznicy, trzy wizje bezpieczeństwa</h3><p class="ql-align-justify">Dla Stalina największe znaczenie miało bezpieczeństwo Związku Radzieckiego. Kraj poniósł ogromne straty ludzkie i materialne. Niemieckie natarcie przyszło z zachodu, a kierownictwo radzieckie dążyło do tego, aby wykluczyć powtórzenie podobnej katastrofy.</p> <p class="ql-align-justify">Jednak bezpieczeństwo w stalinowskim rozumieniu oznaczało nie tylko brak wrogich armii na granicach. Zakładało kontrolę polityczną nad sąsiednimi terytoriami lub, w najlepszym przypadku, istnienie tam rządów zorientowanych na Moskwę.</p><p class="ql-align-justify">Między ochroną własnego kraju a kontrolą nad obcym przebiega zasadnicza granica. Jednak to właśnie ta granica w historii wielkich mocarstw często staje się pierwszą ofiarą rozmów o bezpieczeństwie narodowym.</p><p class="ql-align-justify">Roosevelt spoglądał na przyszłość inaczej. Liczył na to, że współpracę zwycięzców uda się przekształcić w długoterminowy międzynarodowy system. Najważniejszym elementem tego systemu miała zostać Organizacja Narodów Zjednoczonych.</p><p class="ql-align-justify">Amerykański prezydent miał nadzieję, że wielkie mocarstwa będą w stanie wspólnie rozwiązać najbardziej niebezpieczne sprzeczności, nie pozwalając na powtórzenie wojny światowej.</p><p class="ql-align-justify">Jednak Waszyngton miał też całkiem konkretne zainteresowanie wojskowe: doprowadzić do przystąpienia Związku Radzieckiego do wojny z Japonią. W lutym 1945 roku amerykańskie dowództwo nie mogło jeszcze liczyć na szybkie zakończenie wojny na Pacyfiku.</p><p class="ql-align-justify">Churchill reprezentował państwo, które formalnie pozostawało jedną z największych imperiów na świecie, ale już doświadczało ciężkiego osłabienia ekonomicznego.</p><p class="ql-align-justify">Brytyjski premier obawiał się nadmiernego wzmocnienia ZSRR w Europie. Jednocześnie dążył do zachowania brytyjskiego wpływu w Morzu Śródziemnym i na Bałkanach oraz zapewnienia długotrwałej obecności amerykańskiej w europejskim systemie bezpieczeństwa.</p><p class="ql-align-justify">Tak więc przy stole siedziało nie trzech sojuszników, ale trzech partnerów, których cele pokrywały się jedynie częściowo.</p> <p class="ql-align-justify"><strong>Oni zostali połączeni koniecznością zakończenia jednej wojny, ale już zaczynali się różnić w poglądach na to, jak zapobiec następnej.</strong></p><h3 class="ql-align-justify">Mapa Europy już leżała na ziemi</h3><p class="ql-align-justify">Jest okoliczność, bez której niemożliwe jest zrozumienie wyników konferencji jałtańskiej.</p><p class="ql-align-justify">Do lutego 1945 roku znaczna część politycznej przyszłości Europy była określana nie przez negocjacje, ale przez rozmieszczenie armii.</p><p class="ql-align-justify">Armia Czerwona znajdowała się na terytorium Polski i posuwała się w kierunku Berlina. Radziecka obecność wojskowa obejmowała rozległe obszary Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Zachodni sojusznicy atakowali z drugiej strony Niemiec.</p><p class="ql-align-justify">Rzeczywista możliwość określenia politycznej przyszłości wyzwolonych terenów w dużej mierze zależała od tego, czyje siły zbrojne tam się znajdowały.</p><p class="ql-align-justify">Można było podpisać deklarację o wolnych wyborach. Można było uzgodnić zasady polityczne. Można było dogadać się w sprawie międzynarodowego nadzoru.</p><p class="ql-align-justify">Ale kto miał zapewnić realizację tych decyzji, jeśli wojskowa i administracyjna władza na miejscu była kontrolowana przez jedną ze stron?</p><p class="ql-align-justify">I co mieli zrobić pozostali uczestnicy porozumienia w przypadku naruszenia ustaleń? Rozpocząć nową wojnę — teraz już przeciw wczorajszemu sojusznikowi?</p><p class="ql-align-justify">Tutaj stykamy się z jednym z najcięższych prawidłowości polityki międzynarodowej.</p><p class="ql-align-justify"><strong>Dyplomacja potrafi ograniczać siłę, ale jej możliwości drastycznie maleją, gdy za osiągniętymi porozumieniami brak jest skutecznego mechanizmu egzekwowania.</strong></p><p class="ql-align-justify">To nie Jałta stworzyła to sprzeczność. Jednak Jałta zademonstrowała ją z wyjątkową klarownością.</p> <h3 class="ql-align-justify">Polska: kraj, dla którego rozpoczęła się wojna</h3><p class="ql-align-justify">Szczególnie tragicznie przejawiało się to w kwestii polskiej.</p><p class="ql-align-justify">We wrześniu 1939 roku atak Niemiec na Polskę stał się bezpośrednim powodem przystąpienia Wielkiej Brytanii i Francji do II wojny światowej. Wkrótce, 17 września, na terytorium Polski z wschodu wkroczyły wojska radzieckie.</p><p class="ql-align-justify">Sześć lat później przyszłość Polski ponownie omawiały przedstawiciele wielkich mocarstw.</p><p class="ql-align-justify">Przy czym sytuacja miała historyczną gorycz: państwo, którego niezależność stała się podstawą do wypowiedzenia wojny Niemcom, znalazło się nie w pozycji równoprawnego uczestnika negocjacji o własnej przyszłości.</p><p class="ql-align-justify">W Jałcie omówiono dwa ściśle powiązane problemy: polskie granice i polski rząd.</p><p class="ql-align-justify">Sojusznicy zgodzili się na zasadę przebiegu wschodniej granicy Polski głównie według linii Curzona, z pewnymi odstępstwami na korzyść Polski. Terytorialne straty na wschodzie miały zostać skompensowane zdobyciami na północy i zachodzie kosztem Niemiec. Ostateczne określenie zachodniej granicy pozostawało przedmiotem dalszego uregulowania.</p><p class="ql-align-justify">Jednak jeszcze bardziej palącym był temat władzy.</p><p class="ql-align-justify">Isniał polski rząd na uchodźstwie, znajdujący się w Londynie. Równocześnie na terytorium Polski działał tymczasowy rząd wspierany przez Moskwę.</p><p class="ql-align-justify">Porozumienie jałtańskie przewidywało przekształcenie tego ostatniego w szerszy rząd jedności narodowej z udziałem innych demokratycznych przedstawicieli, w tym Polaków z emigracji.</p><p class="ql-align-justify">Następnie miały odbyć się wolne wybory na podstawie powszechnego głosowania.</p> <p class="ql-align-justify">Na papierze wyglądało to jak kompromis między interesami wielkich mocarstw a prawem narodu polskiego do self-determination.</p><p class="ql-align-justify">Ale historia postawiła pytanie w sposób skrajnie twardy: co warte jest obietnica wolnych wyborów, jeśli opozycja polityczna nie ma równej swobody działalności?</p><p class="ql-align-justify">19 stycznia 1947 roku odbyły się wybory parlamentarne w Polsce. Towarzyszyły im represje przeciwko opozycji oraz fałszowanie wyników. Komuniści i ich sojusznicy utrwalili polityczną dominację.</p><p class="ql-align-justify">Międzynarodowa obietnica wolnej woli nie zapewniła jej realizacji.</p><p class="ql-align-justify">I tutaj pojawia się pytanie, które wykracza daleko poza historię Polski:</p><blockquote class="ql-align-justify"><strong>Czy można uznać umowę międzynarodową za sprawiedliwą tylko dlatego, że podpisały ją legalne władze potężnych państw, jeśli narody, których los określa, są pozbawione skutecznej możliwości obrony swoich praw?</strong></blockquote><h3 class="ql-align-justify">Procenty ludzkiego losu</h3><p class="ql-align-justify">Warto przypomnieć jeszcze jeden epizod, który wydarzył się nawet wcześniej niż konferencja jałtańska.</p><p class="ql-align-justify">W październiku 1944 roku Churchill spotkał się ze Stalinem w Moskwie. Podczas negocjacji omawiano proporcje wpływów brytyjskich i sowieckich w kilku państwach bałkańskich.</p><p class="ql-align-justify">Do historii przeszedł słynny dokument, znany jako „układ procentowy”.</p><p class="ql-align-justify">Proponowano warunkowy podział wpływów: na przykład 90 procent wpływów sowieckich w Rumunii i 90 procent brytyjskich w Grecji. Dla innych krajów przytoczone były inne proporcje.</p> <p class="ql-align-justify">To nie był międzynarodowy traktat dotyczący przekazania terytoriów. Procenty nie oznaczały dosłownego podziału ludności lub majątku państwowego. Odzwierciedlały próbę politycznego rozgraniczenia interesów, przy czym dalsze negocjacje precyzowały początkowe propozycje.</p><p class="ql-align-justify">Jednak sama logika zdumiewa.</p><p class="ql-align-justify">Przy stole negocjacyjnym można było napisać nazwę kraju, wpisać obok liczby i dyskutować o przyszłości jego orientacji politycznej tak, jakby chodziło o podział akcji przedsiębiorstwa.</p><p class="ql-align-justify">A za tymi nazwami stali ludzie, miasta, uniwersytety, fabryki, gospodarstwa rolne, szkoły, szpitale, ludzkie nadzieje i lęki.</p><p class="ql-align-justify">Oczywiście, państwa zawsze uwzględniały stosunek sił. To nie wynalazek XX wieku. Jednak istnieje ogromna odległość między zrozumieniem interesów innych mocarstw a uznaniem ich prawa do dysponowania politycznym losem sąsiadów.</p><p class="ql-align-justify">Właśnie dlatego obraz świata podzielonego procentowo pozostaje tak niepokojący.</p><p class="ql-align-justify">Odkrywa pokusę przekształcenia najbardziej skomplikowanych relacji między narodami w prostą księgowość potęgi.</p><h3 class="ql-align-justify">Wielki projekt narodził się z sprzeczności</h3><p class="ql-align-justify">Niemniej jednak byłoby niesprawiedliwe widzieć w konferencji jałtańskiej wyłącznie prehistorię zimnej wojny.</p><p class="ql-align-justify">Na niej rozwiązano również zadania, od których naprawdę zależała przyszłość całej ludzkości.</p><p class="ql-align-justify">Sojusznicy uzgodnili ważne kwestie powojennego zarządzania Niemcami, w tym uczestnictwo Francji w systemie kontroli okupacyjnej. Dyskutowano o reparacjach i odpowiedzialności Niemiec za spowodowane zniszczenia.</p> <p class="ql-align-justify">Osiągnięto porozumienie w sprawie zwołania konferencji w San Francisco na 25 kwietnia 1945 roku w celu stworzenia nowej międzynarodowej organizacji.</p><p class="ql-align-justify">Decyzje jałtańskie przyczyniły się również do uzgodnienia mechanizmu głosowania w przyszłej Radzie Bezpieczeństwa ONZ, w tym szczególnych uprawnień stałych członków.</p><p class="ql-align-justify">Tutaj pojawia się kolejny historyczny paradoks.</p><p class="ql-align-justify">Organizacja, która miała chronić międzynarodowy pokój i bezpieczeństwo, była tworzona z uwzględnieniem nierówności sił między państwami.</p><p class="ql-align-justify">Prawo weta stałych członków Rady Bezpieczeństwa stało się częścią kompromisu, bez którego udział największych mocarstw w nowym systemie zbiorowego bezpieczeństwa byłoby trudne do zapewnienia.</p><p class="ql-align-justify">Z jednej strony, pozwalało to uwzględnić rzeczywistość: niemożliwe jest zbudowanie trwałego mechanizmu międzynarodowego bezpieczeństwa, całkowicie ignorując stanowiska najsilniejszych mocarstw wojskowych.</p><p class="ql-align-justify">Z drugiej strony, istniał ryzyko zablokowania zbiorowych decyzji w momencie, gdy działania jednego z najwpływowszych państw stawały się przedmiotem międzynarodowego sporu.</p><p class="ql-align-justify">W tej konstrukcji już istniała sprzeczność, z którą ludzkość żyje do dzisiaj.</p><p class="ql-align-justify">Prawo międzynarodowe ogłasza równość państw, ale mechanizmy utrzymania pokoju przyznają niektórym z nich szczególne uprawnienia.</p><p class="ql-align-justify">I pozostaje otwarte pytanie: gdzie kończy się konieczny polityczny kompromis i zaczyna instytucjonalne umocowanie nierówności?</p><h3 class="ql-align-justify">Obietnica i jej cena</h3><p class="ql-align-justify">Na zakończenie konferencji jałtańskiej została przyjęta Deklaracja o wyzwolonej Europie.</p> <p class="ql-align-justify">W niej ogłoszono przywrócenie suwerennych praw narodów, rozwój instytucji demokratycznych i przeprowadzanie wolnych wyborów.</p><p class="ql-align-justify">To był ważny dokument. Pokazuje, że uczestnicy konferencji nie ograniczyli powojennego porządku wyłącznie do podziału stref wpływów.</p><p class="ql-align-justify">Jednak późniejsze wydarzenia ujawnili granice mocy takich deklaracji.</p><p class="ql-align-justify">W niektórych krajach rozwój polityczny odbywał się z zachowaniem wielopartyjnej konkurencji. W innych ustanowiono reżimy, w znacznym stopniu zależne od Moskwy. Europa stopniowo dzieliła się na przeciwstawne systemy wojskowo-polityczne.</p><p class="ql-align-justify">Jednocześnie błędne byłoby przedstawianie wszystkich europejskich społeczeństw jedynie jako biernych ofiar cudzej woli. Istniały w nich własne ruchy polityczne, konflikty ideowe oraz wewnętrzne siły, które wspierały różne warianty powojennego porządku.</p><p class="ql-align-justify">Jednak równie błędne byłoby ignorowanie zewnętrznego przymusu, obecności wojskowej i represji, które znacznie ograniczały wolność wyboru politycznego.</p><p class="ql-align-justify">Jałta nie była jedynym źródłem powojennego podziału Europy. Niemniej jednak stała się jej głównym symbolem.</p><p class="ql-align-justify">Możliwe, że dlatego, iż właśnie w niej tak wyraźnie zderzyły się dwie idee: konieczność zgody między najsilniejszymi państwami a prawo narodów do samodzielnego określania swojego losu.</p><p class="ql-align-justify">A jeśli dzisiaj poważnie rozmawiamy o możliwości „Jałty 2.0”, należy pamiętać nie tylko o fotografii trzech zwycięzców.</p><p class="ql-align-justify">Należy pamiętać także o tych, którzy nie byli obecni na fotografii.</p><p class="ql-align-justify">O tych, których prawa były obiecane, ale nie zapewnione.</p><p class="ql-align-justify">O tych, których granice były omawiane bez ich pełnego udziału.</p> <p class="ql-align-justify">Tych, którzy musieli przeżyć dziesięciolecia z konsekwencjami decyzji podjętych długo przed ich narodzinami.</p><p class="ql-align-justify"><strong>Rzeczywista lekcja Jałty nie polega na tym, że wielkie mocarstwa nie powinny prowadzić negocjacji. Wręcz przeciwnie, mają obowiązek szukać sposobów zapobiegania wojnom. Lekcja polega na tym, że pokój między najsilniejszymi nie gwarantuje jeszcze wolności i bezpieczeństwa wszystkim pozostałym.</strong></p><p class="ql-align-justify">A oto teraz, po osiemdziesięciu jednym roku, historia oferuje nam nową wersję starej dylemmy.</p><p class="ql-align-justify">Tylko, że tym razem przy wyimaginowanym stole siedzą już inni ludzie.</p><p class="ql-align-justify">A świat, którego los mogliby omawiać, stał się niewymiernie bardziej skomplikowany.</p><h2 class="ql-align-justify">Trzy mocarstwa, trzy różne światy. Czego szukają przy stole Trump, Putin i Xi Jinping?</h2><p class="ql-align-justify">Wyobraźmy sobie przez chwilę, że spotkanie naprawdę miało miejsce.</p><p class="ql-align-justify">Wielka sala. Trzy fotele. Flagi państwowe. Obiektywy kamer telewizyjnych. Dyplomaci, tłumacze i asystenci, starannie przygotowujący każdy szczegół nadchodzącej rozmowy.</p><p class="ql-align-justify">Donald Trump, Władimir Putin i Xi Jinping podają sobie dłonie.</p><p class="ql-align-justify">Dla miliardów telewidzów mogłoby to być wydarzenie o ogromnym symbolicznym znaczeniu. Po kilku latach wojen, sankcji, konfliktów handlowych i wzajemnych gróźb przywódcy trzech największych centrów militarnej i politycznej siły zebrali się razem.</p><p class="ql-align-justify">Wydawałoby się, że ludzkość mogłaby odetchnąć z ulgą.</p><p class="ql-align-justify">Ale spróbujmy na minutę wyłączyć dźwięk w telewizji.</p><p class="ql-align-justify">Zapomnieć o protokolarnych uśmiechach. Nie zwracać uwagi na uroczystość otoczenia. Mentalnie usunąć fotele, flagi i obiektywy.</p><p class="ql-align-justify">Co pozostanie?</p> <p class="ql-align-justify">Trzy państwa z zasadniczo różnymi interesami. Trzy systemy polityczne. Trzy doświadczenia historyczne. I trzy wizje tego, jak powinien wyglądać świat, aby każde z tych państw czuło się wystarczająco silne i wystarczająco chronione.</p><p class="ql-align-justify">Jednak żadne z nich nie jest zainteresowane tym, aby dwa pozostałe miały pełną swobodę działania.</p><p class="ql-align-justify">Dlatego współczesna „Jałta” nieuchronnie okazałaby się znacznie bardziej skomplikowana niż jej gazeta obraz.</p><h3 class="ql-align-justify">Waszyngton: świat jako system transakcji</h3><p class="ql-align-justify">Donald Trump wprowadził do polityki międzynarodowej styl, w którym negocjacje dyplomatyczne często przypominają transakcje handlowe.</p><p class="ql-align-justify">Nie oznacza to, że dosłownie postrzega państwa jako przedsiębiorstwa. Jednak jego publiczna retoryka i praktyczne decyzje nieustannie wracają do kwestii zysku, kosztów, ustępstw, wzajemności i mierzalnego rezultatu.</p><p class="ql-align-justify">Ile Ameryka płaci za bezpieczeństwo sojuszników? Co dostaje w zamian? Dlaczego amerykańskie przedsiębiorstwa powinny ustępować rynki zagranicznym konkurentom? W jaki sposób obecność wojskowa za granicą wpływa na dobrobyt własnych obywateli?</p><p class="ql-align-justify">Te pytania nie mogą być uznane za bezsensowne tylko dlatego, że są zadawane w sposób nietypowy dla tradycyjnej dyplomacji.</p><p class="ql-align-justify">Każde państwo ma prawo oceniać wartość swoich zobowiązań międzynarodowych.</p><p class="ql-align-justify">Jednak problem pojawia się wtedy, gdy najtrudniejsze kwestie bezpieczeństwa, suwerenności i praw człowieka zaczynają być rozpatrywane głównie przez pryzmat bezpośrednich korzyści ekonomicznych.</p><p class="ql-align-justify">Niekorzystny kontrakt handlowy można anulować. Niekorzystną inwestycję - sprzedać. Niezbyt udanego partnera - zastąpić innym.</p> <p class="ql-align-justify">Ale czy równie łatwo można zrezygnować z sojuszniczych zobowiązań, jeśli od nich zależy istnienie całego państwa?</p><p class="ql-align-justify">Amerykańska Strategia bezpieczeństwa narodowego z 2025 roku i strategia obronna z 2026 roku pokazują zauważalną zmianę w priorytetach polityki zagranicznej Waszyngtonu. Szczególna uwaga poświęcona jest Zachodniemu Pacyfikowi, rywalizacji z Chinami, ochronie technologicznej i ekonomicznej przewagi USA. Europejskim sojusznikom proponuje się wzięcie na siebie znacznie większej odpowiedzialności za własną obronę.</p><p class="ql-align-justify">Z tego jednak nie wynika, że Stany Zjednoczone są gotowe po prostu ustąpić Rosji, Chinom lub jakimkolwiek regionom świata, aby wymienić się wzajemnym nieingerowaniem.</p><p class="ql-align-justify">Wręcz przeciwnie, Ameryka jest zainteresowana zachowaniem dostępu do światowych rynków, kluczowych szlaków transportowych, zasobów technologicznych i strategicznych terytoriów.</p><p class="ql-align-justify">Właśnie tutaj ujawnia się pierwsza sprzeczność możliwej nowej Jałty.</p><p class="ql-align-justify"><strong>Waszyngton może dążyć do obniżenia kosztów swojego globalnego przywództwa, nie chcąc przy tym rezygnować z korzyści, które to przywództwo zapewnia.</strong></p><p class="ql-align-justify">Można wymagać od Europy, aby sama opłacała większą część swojego bezpieczeństwa. Ale czy to oznacza gotowość do obserwowania, jak europejska gospodarka, technologie i polityka zagraniczna przechodzą w orbitę innego centrum władzy?</p><p class="ql-align-justify">Można dojść do porozumienia z Pekinem w sprawie ustępstw handlowych. Ale czy Waszyngton jest gotów uznać Chiny za mające prawo do ustalania zasad politycznych w całym zachodnim regionie Pacyfiku?</p><p class="ql-align-justify">Można dążyć do normalizacji stosunków z Moskwą. Ale jak to pogodzić z interesami państw NATO, z amerykańskim wpływem w Europie i z koniecznością utrzymania zaufania innych sojuszników?</p> <p class="ql-align-justify">Trump może pragnąć wielkiego porozumienia.</p><p class="ql-align-justify">Jednak wielkie porozumienie nie oznacza jeszcze gotowości do rezygnacji z wielkiej siły.</p><h3 class="ql-align-justify">Moskwa: bezpieczeństwo czy uznanie strefy wpływów?</h3><p class="ql-align-justify">W rosyjskim pojęciu polityki międzynarodowej centralne miejsce zajmuje kwestia bezpieczeństwa.</p><p class="ql-align-justify">Rozszerzenie NATO, wojskowa obecność państw zachodnich w pobliżu rosyjskich granic, status Ukrainy, kontrola nad strategicznymi komunikacjami i możliwość rozmieszczania zagranicznych uzbrojeń — to wszystko Moskwa wiąże z własnym bezpieczeństwem narodowym.</p><p class="ql-align-justify">Rosyjskie kierownictwo wielokrotnie podkreślało potrzebę gwarancji, które uwzględniałyby interesy nie tylko Ukrainy, ale i samej Rosji.</p><p class="ql-align-justify">W lutym 2026 roku rosyjscy przedstawiciele ponownie podkreślali, że potencjalna umowa pokojowa powinna przewidywać ograniczenia związane z członkostwem Ukrainy w NATO i rozmieszczeniem zagranicznych wojsk.</p><p class="ql-align-justify">Jednak właśnie tutaj należy postawić pytanie, którego nie można ominąć żadnymi formułami dyplomatycznymi.</p><p class="ql-align-justify">Gdzie kończy się prawo jednego państwa do bezpieczeństwa i zaczyna próba ograniczenia suwerenności innego?</p><p class="ql-align-justify">Rosja, jak każde państwo, ma prawo domagać się poszanowania swojej integralności terytorialnej, ochrony ludności, przestrzegania zobowiązań międzynarodowych i podejmowania rozsądnych działań w obronie przed realnymi zagrożeniami militarnymi.</p><p class="ql-align-justify">Jednak prawo do bezpieczeństwa nie obejmuje nieograniczonego prawa do określania politycznej przyszłości sąsiednich państw.</p><p class="ql-align-justify">Zbrojna inwazja Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku postawiła to pytanie nie w teoretycznej, lecz w tragicznie praktycznej płaszczyźnie.</p> <p class="ql-align-justify">I teraz każde długoterminowe uregulowanie nieuchronnie napotka konieczność wytyczenia wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa, roszczeń terytorialnych i zobowiązań w zakresie prawa międzynarodowego.</p><p class="ql-align-justify">Dla Moskwy potencjalne spotkanie z przywódcami USA i Chin mogłoby mieć również samodzielne symboliczne znaczenie.</p><p class="ql-align-justify">Pokazywałoby to, że Rosja nadal rości sobie prawo do bycia jednym z głównych uczestników określania porządku światowego.</p><p class="ql-align-justify">Co więcej, przekształcenie ukraińskiego problemu w format negocjacji trzech wielkich mocarstw mogłoby wzmocnić możliwość dyskusji nie tylko na temat zakończenia działań wojennych, ale także szerszych porozumień dotyczących bezpieczeństwa europejskiego.</p><p class="ql-align-justify">Jednak taką polityczną możliwość nie można mylić z prawnym prawem do decydowania o losie Ukrainy bez jej zgody.</p><p class="ql-align-justify">Jest i inny aspekt.</p><p class="ql-align-justify">Moskwa jest zainteresowana osłabieniem ograniczeń ekonomicznych, przywróceniem możliwości handlu zagranicznego, dostępem do technologii i rozszerzeniem współpracy międzynarodowej.</p><p class="ql-align-justify">Ale jak daleko jest gotowa się posunąć, aby osiągnąć podobne rezultaty? Jakie gwarancje uzna za wystarczające? Jakie zobowiązania zgodzi się przyjąć sama?</p><p class="ql-align-justify">Na te pytania nie można odpowiedzieć na podstawie jednego artykułu prasowego lub publicznego oświadczenia.</p><p class="ql-align-justify">Ich rozwiązanie wymagałoby konkretnych porozumień, weryfikowalnych zobowiązań i mechanizmów ich egzekwowania.</p><p class="ql-align-justify">W przeciwnym razie nowa Jałta ryzykuje przekształcenie się w uroczyste uznanie istniejących różnic, a nie w ich przezwyciężenie.</p><h3 class="ql-align-justify">Pekin: przyszłość ważniejsza niż symbole przeszłości</h3><p class="ql-align-justify">Chiny zajmują w tej wyimaginowanej trójce szczególną pozycję.</p> <p class="ql-align-justify">Dla Stanów Zjednoczonych jednym z centralnych pytań pozostaje utrzymanie globalnego przywództwa. Dla Rosji - miejsce w systemie bezpieczeństwa Europy i uznanie jej międzynarodowego wpływu.</p><p class="ql-align-justify">Chiny z kolei w coraz większym stopniu wiążą swoją przyszłość z długoterminowym rozwojem gospodarczym, przemysłowym i technologicznym.</p><p class="ql-align-justify">Ich interesy obejmują znacznie więcej niż rywalizację wojskowo-polityczną.</p><p class="ql-align-justify">Łańcuchy produkcyjne, eksport, półprzewodniki, sztuczna inteligencja, zasoby energetyczne, handel morski, infrastruktura i międzynarodowe rozliczenia finansowe - wszystko to stanowi podstawę chińskiego uczestnictwa w światowej gospodarce.</p><p class="ql-align-justify">Dlatego hipotetyczny podział planety na trzy zamknięte strefy wpływów wcale niekoniecznie odpowiada interesom Pekinu.</p><p class="ql-align-justify">Gospodarka Chin zależy od interakcji z państwami, które jednocześnie są partnerami Stanów Zjednoczonych, członkami europejskich ugrupowań lub uczestnikami innych systemów wojskowo-politycznych.</p><p class="ql-align-justify">Po co Chinom dobrowolnie zgadzać się na międzynarodowy model, który mógłby ograniczyć ich dostęp do tych rynków?</p><p class="ql-align-justify">Pekin opowiada się za bardziej wielobiegunowym układem relacji międzynarodowych, podkreśla znaczenie suwerenności i nieinterwencji, rozwija własne inicjatywy dyplomatyczne.</p><p class="ql-align-justify">Jednocześnie najbardziej wrażliwym dla chińskiego kierownictwa pozostaje kwestia tajwańska.</p><p class="ql-align-justify">Pekin uważa Tajwan za część swojego terytorium i kategorycznie odrzuca perspektywę jego formalnej niepodległości. Władze Tajwanu, zarządzające wyspą samodzielnie, odrzucają roszczenia Pekinu do sprawowania władzy nad nią.</p> <p class="ql-align-justify">Stany Zjednoczone, trzymając się własnej polityki jednych Chin, kontynuują wspieranie obronności Tajwanu.</p><p class="ql-align-justify">Tutaj pojawia się niezwykle niebezpieczna pokusa geopolitycznej analogii.</p><p class="ql-align-justify">Jeśli wielkie mocarstwa zaczną otwarcie ustalać strefy wpływów, czy uczestnicy takich negocjacji nie będą mieli ochoty powiązać zupełnie różnych kwestii wzajemnymi ustępstwami?</p><p class="ql-align-justify">Na przykład, bezpieczeństwo europejskie — z sytuacją w cieśninie Tajwańskiej.</p><p class="ql-align-justify">Nie ma jednak dowodów na to, że taka umowa już istnieje lub jest rzeczywiście proponowana przez trzy stolic.</p><p class="ql-align-justify">To możliwy ryzyko samej logiki podziału stref wpływów, a nie ustalony plan negocjacji.</p><p class="ql-align-justify">A Pekin ma poważne powody, by podchodzić do takich kombinacji ostrożnie.</p><p class="ql-align-justify">Chiny są zainteresowane relacjami z Rosją, ale nie muszą dzielić każdego rosyjskiego decyzji w polityce zagranicznej. Interesują się porozumieniami z Waszyngtonem, ale nie zamierzają dobrowolnie rezygnować ze swojej własnej przestrzeni strategicznej.</p><p class="ql-align-justify">21 października 2026 roku chiński MSZ potwierdził gotowość do wspierania politycznego rozwiązania konfliktu ukraińskiego, nie informując jednak o przygotowaniach do trójstronnego szczytu.</p><p class="ql-align-justify">Dyplomatyczna powściągliwość w tym przypadku jest wymowna.</p><p class="ql-align-justify"><strong>Bycie jednym z trzech uczestników wielkiego dealu i zgoda na warunki tego dealu — to zupełnie różne rzeczy.</strong></p><h3 class="ql-align-justify">Trzy mocarstwa — ale nie trzy równe połowy świata</h3><p class="ql-align-justify">Jednak sama idea podziału świata między trzy centra siły zawiera jeszcze jedno ukryte uproszczenie.</p><p class="ql-align-justify">Te państwa są nieporównywalne pod względem struktury swojej potęgi.</p> <p class="ql-align-justify">Stany Zjednoczone posiadają globalny system sojuszy, międzynarodowy wpływ dolara, największe korporacje technologiczne oraz znaczące możliwości obecności wojskowej poza własnymi granicami.</p><p class="ql-align-justify">Chiny dysponują ogromną bazą przemysłową, rozwiniętą infrastrukturą, rosnącym potencjałem technologicznym oraz bliskimi więzami handlowymi z większą częścią świata.</p><p class="ql-align-justify">Rosja zachowuje największy potencjał nuklearny obok USA, znaczne zasoby naturalne oraz zdolność do wywierania wpływu wojskowego i dyplomatycznego na międzynarodową sytuację. Przy tym skala i struktura jej gospodarki znacznie różnią się od amerykańskich i chińskich.</p><p class="ql-align-justify">Jak określić udział wpływów między tak różnymi mocarstwami?</p><p class="ql-align-justify">Na podstawie wielkości terytorium? Na podstawie liczby ludności? Na podstawie wydatków wojskowych? Na podstawie broni jądrowej? Na podstawie wielkości gospodarki? Na podstawie przewagi technologicznej?</p><p class="ql-align-justify">W świecie, gdzie jeden ośrodek państwowy może kontrolować najważniejsze przepływy finansowe, inny — łańcuchy produkcyjne, a trzeci — istotną część zasobów strategicznych, proste podzielenie mapy geograficznej traci sens.</p><p class="ql-align-justify">Dlatego nowoczesna polityka jest znacznie bardziej skomplikowana niż przedstawienie trzech przywódców przed dużą mapą.</p><p class="ql-align-justify">W 1945 roku kontrola nad terytorium w dużej mierze była określana przez rozmieszczenie armii.</p><p class="ql-align-justify">W 2026 roku terytorium nadal ma ogromne znaczenie, ale władza rozprzestrzenia się również przez technologie, systemy finansowe, platformy cyfrowe, sieci satelitarne, infrastrukturę energetyczną oraz kontrolę nad krytycznymi dostawami.</p><p class="ql-align-justify">Można narysować linię na mapie geograficznej.</p> <p class="ql-align-justify">Ale nie można w ten sposób tak po prostu podzielić internetu, światowych finansowych rozliczeń, komunikacji oceanicznych i wiedzy naukowej.</p><p class="ql-align-justify">Ta okoliczność sprawia, że porozumienia wielkich mocarstw są jednocześnie niezbędne i niezwykle trudne.</p><h3 class="ql-align-justify">Główny paradoks wyimaginowanego szczytu</h3><p class="ql-align-justify">Załóżmy zatem, że trzech liderów jednak się spotkało.</p><p class="ql-align-justify">Co mogliby uzgodnić?</p><p class="ql-align-justify">Środki zapobiegające przypadkowemu wojennemu starciu. Ograniczenia w zakresie broni strategicznej. Kanały komunikacji awaryjnej. Zasady wzajemnego nadzoru. Poszczególne kwestie handlu, energii i polityki sankcyjnej.</p><p class="ql-align-justify">Każde z takich porozumień mogłoby potencjalnie zwiększyć międzynarodowe bezpieczeństwo.</p><p class="ql-align-justify">Ale to zupełnie coś innego niż podział planety na trzy terytoria polityczne.</p><p class="ql-align-justify">Co więcej, prawdziwe zwycięstwo dyplomatyczne polegałoby może właśnie na rezygnacji z takiego podziału.</p><p class="ql-align-justify">W umiejętności najpotężniejszych państw uznania istnienia wzajemnych interesów, uzgodnienia ograniczeń własnego zachowania i stworzenia warunków, w których bezpieczeństwo jednego nie wymaga politycznego podporządkowania drugiego.</p><p class="ql-align-justify">To znacznie trudniejsze niż wymiana terytoriami na wyimaginowanej mapie.</p><p class="ql-align-justify">Bo zawsze łatwiej jest ustąpić z cudzego niż ograniczyć swoją własną władzę.</p><p class="ql-align-justify">Przypomina mi się tutaj stara cecha historycznych fotografii.</p><p class="ql-align-justify">Jesteśmy przyzwyczajeni widzieć na nich głównych bohaterów. Ale prawie nigdy nie widzimy tych, którzy będą płacić za ich błędy.</p><p class="ql-align-justify">I dlatego, rozważając możliwą "Jałtę 2.0", należy patrzeć nie tylko na trzy krzesła.</p> <p class="ql-align-justify">Warto uważniej przyjrzeć się pustej przestrzeni wokół nich.</p><p class="ql-align-justify">Tam jest Europa. Tam jest Ukraina. Tam są państwa Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej. Tam są miliardy ludzi, którzy nie uczestniczyli w wyborze agendy negocjacji, ale mogą zostać bezpośrednio dotknięci podjętymi decyzjami.</p><p class="ql-align-justify">A jeśli rozmowa o nowym porządku światowym rzeczywiście się odbędzie, jego wartość historyczna zostanie określona nie przez rozmach protokolarnego zdjęcia.</p><p class="ql-align-justify"><strong>Określi ją to, czy najsilniejsi będą potrafili się dogadać, nie pozbawiając innych prawa do decydowania o własnym losie.</strong></p><p class="ql-align-justify">Dlatego następne pytanie staje się nieuniknione:</p><p class="ql-align-justify">Kto dzisiaj zostaje za drzwiami sali negocjacyjnej — i co się stanie, jeśli drzwi w ogóle się nie otworzą?</p><h2 class="ql-align-justify">Ukraina i Europa: uczestnicy negocjacji czy przedmiot wielkiej transakcji?</h2><p class="ql-align-justify">Kiedy w międzynarodowej prasie pojawia się informacja o możliwości spotkania trzech największych mocarstw świata, zazwyczaj uwaga koncentruje się na tych, którzy powinni być obecni przy stole.</p><p class="ql-align-justify">Ale wydaje mi się, że nie mniej ważne jest spojrzenie na tych, których miejsca pozostają puste.</p><p class="ql-align-justify">Na słynnej jałtańskiej fotografii z 1945 roku nie ma przedstawicieli Polski, Rumunii, Bułgarii, Węgier, Czechosłowacji i wielu innych państw, których przyszłość w takim czy innym stopniu zależała od uzgodnień zwycięzców.</p><p class="ql-align-justify">To nie oznacza, że wszystkie te kraje były jednakowo pozbawione praw ani że każda decyzja była podejmowana wyłącznie przez trzech ludzi. Historia, jak już się przekonaliśmy, jest bardziej skomplikowana niż takie schematy.</p> <p class="ql-align-justify">Ale zdjęcie dokładnie oddaje jedną cechę międzynarodowej polityki tamtej epoki: prawo do udziału w określaniu przyszłego świata było bardzo nierówno rozdzielane.</p><p class="ql-align-justify">I oto teraz, osiemdziesiąt jeden lat później, przed ludzkością pojawia się zadziwiająco podobne pytanie.</p><p class="ql-align-justify">Jeśli Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny postanowią omówić nowy porządek międzynarodowy, jakie miejsce w tych negocjacjach zajmą pozostałe państwa?</p><p class="ql-align-justify">Szczególnie te, których bezpieczeństwo bezpośrednio zależy od możliwych porozumień.</p><p class="ql-align-justify">Ukraina? Polska? Niemcy? Francja? Kraje bałtyckie? Japonia? Korea Południowa?</p><p class="ql-align-justify">I wreszcie, Unia Europejska — zespół państw z ogromnym potencjałem gospodarczym, własnymi instytucjami politycznymi i coraz poważniejszymi aspiracjami do samodzielnej roli w globalnym bezpieczeństwie?</p><p class="ql-align-justify"><strong>Czyżby w XXI wieku międzynarodowa polityka znów mogła się zamienić w negocjacje dotyczące losów państw, które nie mają przy tym możliwości udziału w podejmowaniu decyzji?</strong></p><h3 class="ql-align-justify">Dwie trójki przy dwóch różnych stołach</h3><p class="ql-align-justify">Tutaj warto zwrócić uwagę na wydarzenia z października 2026 roku.</p><p class="ql-align-justify">Podczas gdy amerykańskie media dyskutowały o hipotetycznym szczycie Trumpa, Putina i Xi Jinpinga, rzeczywisty proces dyplomatyczny rozwijał się w innym kierunku.</p><p class="ql-align-justify">20 października specjalny przedstawiciel prezydenta USA Steve Whitcoff spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim w Oslo. W konsultacjach uczestniczyli europejscy przedstawiciele. Omówiono gwarancje bezpieczeństwa, kwestie terytorialne i możliwe warunki zakończenia wojny.</p><p class="ql-align-justify">Następnego dnia Whitcoff spotkał się z Władimirem Putinem w Petersburgu.</p> <p class="ql-align-justify">Po tych negocjacjach pojawiły się informacje o gotowości Moskwy i Kijowa do wznowienia trójstronnych kontaktów z udziałem Stanów Zjednoczonych.</p><p class="ql-align-justify">Zwróćmy uwagę na zasadniczą różnicę.</p><p class="ql-align-justify">W gazetowej wersji „Jałty 2.0” przy stole powinny zasiadać USA, Rosja i Chiny. Ukraina w tej konstrukcji ryzykuje, że stanie się jednym z punktów globalnego targu.</p><p class="ql-align-justify">W omawianym formacie bezpośrednich rozmów pokojowych trzecim uczestnikiem obok Rosji i USA jest sama Ukraina.</p><p class="ql-align-justify">I to nie tylko różnica w protokole dyplomatycznym.</p><p class="ql-align-justify">To różnica między omawianiem cudzej przyszłości a udziałem w określaniu własnej.</p><p class="ql-align-justify">Oczywiście obecność przedstawicieli Ukrainy jeszcze nie gwarantuje równości stron. Możliwości państw są różne, a pozycje negocjacyjne zależą zarówno od sytuacji na froncie, jak i od gospodarki oraz wsparcia partnerów.</p><p class="ql-align-justify">Jednak brak strony, bezpośrednio dotkniętej porozumieniem, stwarza dodatkowy problem: nawet najbardziej uroczysta decyzja może okazać się pozbawiona niezbędnej zgody tych, którzy będą zobowiązani ją wykonać.</p><p class="ql-align-justify">I tutaj historyczna analogia z Jałtą staje się szczególnie pouczająca.</p><h3 class="ql-align-justify">Pokój bez Ukrainy czy pokój dla Ukrainy?</h3><p class="ql-align-justify">Wśród politycznych komentatorów istnieje pokusa przedstawiania ukraińskiego konfliktu wyłącznie jako konfrontacji Rosji i kolektywnego Zachodu.</p><p class="ql-align-justify">Taka interpretacja pozwala wyjaśnić niektóre przyczyny międzynarodowego napięcia, rolę sojuszy wojskowych, sprzeczności między Moskwą a Waszyngtonem oraz zależność Kijowa od pomocy zewnętrznej.</p><p class="ql-align-justify">Jednak przekształcanie tego wyjaśnienia w wyczerpujący opis wojny byłoby błędem.</p> <p class="ql-align-justify">Ukraina to nie tylko terytorium pomiędzy dwiema systemami wojskowo-politycznymi. To niepodległe państwo, międzynarodowo uznawane po rozpadzie Związku Radzieckiego, mające własną ludność, instytucje władzy, wewnętrzne sprzeczności polityczne i legitimne interesy bezpieczeństwa.</p><p class="ql-align-justify">Jej międzynarodowa podmiotowość nie zależy od tego, czy jej prezydent podoba się zagranicznym liderom i jak skutecznie jej rząd wywiązuje się ze swoich obowiązków.</p><p class="ql-align-justify">Można krytykować Zełenskiego. Można krytykować jego decyzje polityczne, politykę wewnętrzną, ograniczenia wolności obywatelskich, metody zarządzania i zależność od zagranicznych partnerów.</p><p class="ql-align-justify">Można również omawiać błędy amerykańskiej, europejskiej lub rosyjskiej polityki, które poprzedzały obecną wojnę.</p><p class="ql-align-justify">Ale żaden z tych kwestii nie podważa podstawowej zasady: suwerenność państwowa nie jest nagrodą za dobre zachowanie lidera.</p><p class="ql-align-justify">Karta Narodów Zjednoczonych proklamuje suwerenne równość państw i zakazuje groźby użycia siły lub jej zastosowania przeciwko integralności terytorialnej lub politycznej niezależności innego państwa.</p><p class="ql-align-justify">Te zasady nie oznaczają, że międzynarodowe granice nigdy i w żadnych okolicznościach nie mogą się zmieniać. Oznaczają, że zmiana granic powinna następować w sposób legalny, a nie poprzez narzucanie terytorialnych przybytków siłą zbrojną.</p><p class="ql-align-justify">Dlatego zasadniczo różnią się dwa możliwe wyniki negocjacji pokojowych.</p><p class="ql-align-justify">Pierwszy to dobrowolnie uzgodnione uregulowanie, przewidujące zakończenie wojny, wzajemne zobowiązania i legalne sposoby rozwiązywania sporów terytorialnych.</p> <p class="ql-align-justify">Drugi — to umowa kilku zewnętrznych mocarstw dotycząca tego, jakie terytorium lub wolność polityczną powinno ustąpić państwo, które nie wyraziło na to zgody.</p><p class="ql-align-justify">Na <p>© lesnoy, LifeArmy.org</p><p>Oryginał: <a href="https://lifearmy.org/articles/jalta-2-0-trzy-ludzie-przy-stole">https://lifearmy.org/articles/jalta-2-0-trzy-ludzie-przy-stole</a></p>
Wyświetleń: 8 | Dodał: lesnoy | Rating: 0.0/0
Liczba wszystkich komentarzy: 0

Formularz logowania

Wyszukiwanie

Kalendarz

«  Październik 2026  »
Pn Wt Śr Czw Pt Sob Nie
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031

Archiwum wpisów

Przyjaciele witryny

  • Załóż darmową stronę
  • ARMIA ŻYCIA
  • Orszański
  • Szkolenia wideo
  • Wszystkie znaczniki HTML
  • Zestawy przeglądarek